Nie interesuje mnie ofiara.
Mogę tylko wyrazić współczucie i żywić nadzieję, że specjaliści wyprostują jej życie.
Na jej temat powiedziano już wszystko. Prawie wszystko. Bo jeszcze nikt nie powiedział, jakimi podłymi hienami są dziennikarze, którzy wykorzystując kompletnie rozbitą dziewczynę, wyciągnęli zgodę na publikację jej fotki.
TEKST ARCHIWALNY. PRZENIESIONY ZE STAREGO BLOGA.
Interesuje mnie matka ofiary. Teresa B.
Gwiazda mediów. Wywiady, autografy, wizytacje w zakładach pracy…
Od 3 dni boję się otwierać lodówki. Swoją tragiczną historię sprzedała w Fakcie, Superekspresie, TVN24, lokalnym Kurierze i pewnie stu innym mediom.
Dziennikarze z przejęciem i zrozumieniem wysłuchiwali jak relacjonowała kazirodczy związek własnej córki.
Żadnemu dziennikarzowi nie zapaliła się czerwona lampka, gdy przyznała, że pierwsze zaloty obserwowała, gdy córka miała 15 lat. „Intuicja podpowiadała mi, że coś jest nie tak” – mówiła.
„On ją uważał jako rzecz, jakby ją kupił na targu”.
„Później to się działo za zamkniętymi drzwiami”.
„Córka bardzo to przeżywała, bo wiedziała, że PRZEDE wszystkim rujnuje NASZE (matki i ojca – przyp. Kominek) życie”.
Aż cisną się na usta słowa ks. Piotra Skargi: przeklęty, kto zasmuca matkę swoją.
Słucham tego i nie potrafię zrozumieć, jak można z niej robić psychicznie zastraszoną ofiarę?
Już pomijam jej obecne zachowanie, mimikę, sposób formułowania zdań, które ani na jotę nie wskazują, by miała jakiś uraz psychiczny.
Teresa B. strzeliła sobie w stopę przyznając, że tragedia jej córki nie zaczęła się nagle. Problem eskalował. Zaczynało się od niewinnych dotyków.
Dlaczego nie reagowałaś? W każdej normalnej rodzinie matka wykastrowałaby ojca, który tylko by dotknął własne dziecko nie tam gdzie można.
A tymczasem on sobie pozwalał na więcej. A co innego miał robić przy biernej postawie małżonki?
Ona przecież w tym czasie telewizję sobie oglądała.
Całe 6 lat oglądała telewizję, nawet gdy jej córka przez blisko dwa lata chodziła z brzuchem. Nawet wtedy, gdy rodziła.
Potrafi sobie ktoś to wyobrazić?
Nie dam się na to nabrać.
Jako dziennikarz i bloger nie zeszmacę się patrząc współczującym okiem na kobietę, która teraz z uśmieszkiem w kąciku ust, trzeźwo i sensownie opowiada historię upodlenia własnego dziecka oprowadzając dziennikarzy pod domu i częstując ich herbatką.
I jeszcze mówi im, że „jakby nie było, kochałam męża”. W innych wypowiedziach wspominała nawet, że chciała(ona!) mu to jeszcze wybaczyć i spróbować żyć jak normalna rodzina. No ale się nie dało.
Nie jesteś ofiarą, Tereso. Jesteś współwinna tej zbrodni i powinnaś do końca życia zdychać w więzieniu. Życzę ci tego z całego serca. Żebyś była przykładem dla innych matek, którym w tej chwili dajesz alibi.
Domagam się od prokuratury postawienia tej kobiecie zarzutów, a dziennikarzom robiącym z niej ofiarę, szczerze współczuję.
Widać nigdy nie zaznaliście miłości w rodzinie, skoro tak bezkrytycznie wierzycie w te bzdury, jakimi was karmi.
Nowe komentarze: