
1. Polityka prywatności na blogu.
Nie istnieje. Ja tu jestem od pisania tekstów i na tym będę się koncentrował. Jeśli obawiasz się o wyciek swoich danych, podaj fałszywego nicka, imię, datę urodzin, maila, itd... Nie ma obowiązku podawania prawdziwych danych.
2. Wulgaryzmy.
Staraj się ich nie używać. To nie jest miejsce dla prostaków. Ale nie bądź też hipokrytą i jeśli już musisz napisać "kurwa", to napisz "kurwa", a nie "k...a".
3. Wolność słowa.
Nie istnieje. Moderatorki bloga (zwane "iwonkami") dbają, aby komentarze obraźliwe, wulgarne, negatywnie oceniające poziom tekstów i niezgodne z moim poczucie estetyki, były kasowane. Jeśli masz potrzebę odreagowania, proszę bardzo - zrób to na priv.
4. Zwyczaje.
Nie można stawiać emotikonki ":P", ponieważ tylko plebs wystawia język podczas rozmowy. Nie można pisać "sex", tylko "seks", a prawidłowa pisownia słów "Bóg" i "Boże" to "buk" i "borze". Do tej ostatniej reguły nie trzeba się stosować.
5. Kryptoreklamy.
Są zabronione i dotyczy to także autora bloga. Na tym blogu, pisząc o produktach, wymieniamy ich pełną nazwę. Jest dozwolona i nawet wskazana rzeczowa krytyka produktów pozytywnie opisywanych przez Kominka.
6. Uwagi końcowe.
Najczęstsze przyczyny skasowania komentarza to:
Na blogu panuje całkowity zakaz mówienia o priv. Niedozwolony jest nawet komentarz w rodzaju "hej, odbierz pocztę".
Nie podoba Ci się regulamin? No cóż.Na szczęście nie jest to mój problem :-)
"TRYBUNA" UMARŁA

Umierała już od dawna, bo jej choroba była nieuleczalna, ale gdy odeszła, mało kto nawet zwrócił na to uwagę. Pewnie wielu z was o tym pozoronie mało znaczącycm wydarzeniu dowiaduje się z tego miejsca.
Umarła gazeta, którą w latach jej świetności czytało półtora miliona Polaków. Jak ogromną rzeszę czytelników miała nich posłuży wam porównanie, że wzięte razem 3 największe dzienniki: "Fakt", "Gazeta Wyborcza" i "Super Express" nie mają takiego nakładu.
W sumie to zdziwiło mnie, że umarła dopiero teraz. Gdy jakieś 6 lat temu miałem przyjemność spędzić dwa dni w jej redakcji, odniosłem wrażenie, że obserwuję powolną agonię. Cała redakcja mieściła się w jednym nawet niezbyt dużym pomieszczeniu, było ciemno, ponuro, komputery pamiętały czasy napoleońskie, a stawki za tekst były wręcz złodziejskie. Nie było mowy, aby jakiś stażysta piszący codziennie 1 artykuł uzbierał choćby połowę średniej krajowej, a i etatowcy żyli o chlepie i wodzie.
Czy "Trybuna" musiała umrzeć, odpowiecie sobie sami, bo przecież sami doskonale wiecie, ile razy zdarzyło się wam czy waszym rodzicom ją kupić. 20 lat temu, gdy jeszcze wolałem oglądać obrazki niż czytać, była w moim domu. Później już nigdy się nie pojawiła, a jedyny numer, jaki posiadam to ten z jedynym moim tekstem napisanym dla nich. Krótką, jałową informacją z jakiejś bzdurnej konferencji prasowej w Sejmie. Jeszcze za czasów, gdy Tusk lubił Kaczyńskich i chodził za rączkę z Rokitą.
Nic dziwnego, że zdechła, skoro od kilku lat miała tylko dwóch naczelnych i to takich, którzy co jakiś czas zamieniali się miejscami. Raz jeden był na górze, raz dostawał stanowisko zastępcy naczelnego. Absurd? Głupota? Bezradność? Wszystko po trochu, a najbardziej brak przystosowania do obecnych realiów. Być może lewica potrzebuje lewicowej prasy, ale czy aby na pewno potrzebuje dziennika? Trybuna tygodnikiem stać się nie mogła, bo nie miala szans rywalizować z Przeglądem czy "Tygodnikiem Nie", notabene ten pierwszy też chyba długo już nie pociągnie, a ten drugi - ku zdziwieniu oponentów - od lat utrzymuje wysoką sprzedaż i oby to się nie zmieniło.
Dla "Trybuny" nie było już miejsca. Nie w tej formie, w jakiej trwała przez ostatnie lata.
Nie miała szans na przeżycie i utopi kasę ten, kto tylko spróbuje przywrócić ją do życia. Wcześniej musiałaby przejść gruntowne zmiany na każdej płaszczyźnie - od wywalenia przeżutych dziennikarzy, przez inwestycje w całą infrastrukturę redakcji po - co najważniejsze - zmianę profilu. Może i kupowałbym ją, gdyby jej treść kontrastowała z treścią innych dzienników, np. była bardziej dosadna, kontrowersyjna, satyryczna, sprawiała wrażenie niezależnej, bo takiej gazety codziennej w Polsce nie ma.
Coraz głośniej mówi się o wprowadzeniu opłat za czytanie treści w internecie. Mają one być ratunkiem dla części upadającej prasy, ale także zwyczajną potrzebą wyciągnięcia gotówki tam, gdzie jeszcze się da ją wyciągnąć.
Wyobraźcie sobie płatnego Kominka. Wchodzicie na stronę, a tu bum:
WRZUĆ MONETĘ, WRZUĆ MONETĘ
Pytanie, ile bym musiał wziąć od was, aby mi się to opłaciło? Powiedzmy, że tych stałych, powracających czytelników na obu blogach mam 20 tys. Może jest ich więcej, może mniej. Trudno powiedzieć.
Niech co setna osoba zapłaci, to zostaje mi was 200.
Wziąć od każdego 10 zł miesięcznie to daje mi 2 tys zł.
W zamian za co? Za to, że czyta mnie sto razy mniej osób? W zamian za to, że czułbym większe zobowiązanie do sprzedawania tzw. dobrej treści?
No chyba że dalibyście 100 zł za miesiąc, co dałoby mi 20 tys zł miesięcznie.
Ale to musielibyście być frajerami, co nie?
Zatem temat płatnych blogów raczej nie przejdzie, choć mógłby się sprawdzić u tych, którzy sprzedają naprawdę wartościową treść i piszą dla specyficznej grupy np. managerów i innych sprząteczek.
KTO PIERWSZY TEN STRACI
Taki brzydki i bogaty pan Murdoch z News Co. , który zamiata w największym koncernie medialnym na świecie i jego macki sięgają wszędzie, także w Polsce, powiedział niedawno, że prawdopodobnie w 2010 r. czytanie jego serwisów będzie płatne i znikną one z google.
Baran?
I tak i nie.
Według badań połowa amerykanów chce płacić za treści w sieci. Tylko 3 dolary miesięcznie, ale jednak.
Ale Włosi na ten przykład są jeszcze bardziej chętni, bo zgodziliby się na 7 dolarów.
Nie wiem czy Wall Street Journal wprowadził już opłaty, ale miał brać za dostęp do swych archiwów stówę zielonych za rok.
Swoją drogą - płatny dostęp do archiwów blogów to mógłby być znakomity pomysł na dorobienie do chlebka, bo stali czytelnicy nic by na tym nie tracili, a potencjalnym daje się wybór: płacisz albo spadasz. 99 proc. przypadkowych odwiedzaczy blogów i tak nie wraca po przeczytaniu jednego tekstu.
O ile płatne treści w internecie są nieuniknione to z nimi jest podobnie jak z Blu Ray. Od lat wszyscy wiedzą, że zastąpi DVD, wszyscy to przepowiadają, wszyscy twierdzą, że w końcu kupią, ale też wszyscy mają Blu Ray w pompie.
Dlaczego? Bo za drogi. Bo DVD wystarcza.
I tak samo będzie z płatną prasą. Murdoch może i zaryzykuje, ale straci większość(tak, większość) czytelników, bo po co mają płacić mu za coś, co gdzie indziej jest za darmo? Wprowadzenie płatności jest ratunkiem dla prasy, ale jeszcze nie w dzisiejszych czasach.
JAK PRZEŻYĆ?
Wydaje mi się, że dziś każdy wydawca powinien całą mocą uderzyć w sieć, ale nie tak, jak to robi każdy, czyli otwiera sobie stronkę www, wrzuca codziennie aktualności, a ty weź to czytaj i chwal nas za postępowość.
Dlaczego sprzedaż on-line poczytnego polskiego tygodnika wynosi dziś zaledwie 7 proc. całości sprzedanego numeru?
Odpowiedź jest prosta: bo nikt mi go nie wciska do łapy.
Bo jak kupowałem 2 miesiące temu Politykę przez sieć to zanim ją kupiłem musiałem namęczyć się z jakimiś rejestracjami, przebijaniem przez setki stron, kwadrans szukałem możliwości zapłaty smsem, której - o ile pamiętam - nawet nie było i przelewałem kasę przez konto.
NIGDY więcej.
Wydawcy muszą przyzwyczaić czytelników do kupowania przez internet.
Dlaczego żadne wydawnictwo nie szuka taniej reklamy na blogach? Dlaczego na blogi dla gospodyń domowych albo ludzi interesujących się technologiami, marketingiem itp... nie wrzucają za złotówkę reklam kolejnego numeru? Dlaczego nie przysyłają darmowych wersji on-line do poczytania?
Nie wiem, czy ja, dostając co tydzień Politykę, Wprost czy Newsweeka, publikowałbym choćby Kominotkę dotyczącą jakiegoś artykułu. Raczej nie, ale na pewno wspominałbym o tych ciekawszych, godnych polecenia a już na pewno tych, które są dostępne w sieci.
Obecnie tego nie robię, bo nie zawsze mam w łapach każdy numer i raczej piszę o tym, co jest w sieci, aby czytelnicy także mogli to przeczytać.
Pomnożyć takich Kominków razy tysiąc, bo wziąć pod skrzydła można setki blogerów i np. reklamować u nich artykuły ściśle powiązane z tematyką bloga i za marny grosz jest znakomita reklama.
Można też przyzwyczaić cyztelników do wersji on-line obniżając jej cenę o połowę.
Wydawcy muszą już teraz przygotować się na czasy, kiedy upowszechnią się czytniki w rodzaju Eclicto, bo koniec końców one właśnie będą zabawieniem dla tych, którzy tych czasów dożyją. Nie internet jako taki, nie prasa on-line na monitorze, ale właśnie na takich czytnikach, telefonach komórkowych albo netbookach.
Zwycięży ten, kto pierwszy przyzwyczai czytelników do wersji on-line i ten... kto pierwszy da swoim czytelnikom taki czytnik za darmo.
To jeszcze nie teraz, ale za 2 lata będzie to technicznie wykonalne. Już teraz warto o tym pomyśleć.
Wydawcy muszą zmienić strategię i przestać marudzić, że prasa zdycha i muszą zwalniać etatowców, ciąć koszta, oszczędzać na papierze i wypełniać pismo reklamami. Nie zwyciężą będąc w defensywie, a taką postawę przyjęli wszyscy, co pewnie wynika z tego, że na dyrektorskich stanowiskach są ludzie wychowani w epoce papieru i choć dostrzegają potęgę internetu, to jej nie pojmują.
Gdyby było inaczej, nie mówiliby, że prasa umiera, a że jest w okresie przejściowym między ciężkim a najlepszym okresem w swej historii, bo zapotrzebowanie na informację nie będzie spadało, tylko wzrastało. Największą kasę wyciągną wtedy, gdy zdechną kioskarze, a każdy Kowalski będzie mógł nosić w kieszeni wszystkie czasopisma, jakie są na rynku.
Czekanie na te czasy to samobójstwo. Je po prostu trzeba dogonić.
Czy płaciłbyś za dostęp do informacji na stronach publikujących treści związane z twoim hobby/zawodem ?


angamoss:
Wiecie co, mojego ojca pochowano z ostatnim numerem NIE, który czytał. Nie chcę, aby ktokolwiek to komentował, chyba pierwszy raz o tym wspominam w swoim życiu gdziekolwiek.
A zaznaczyłem nie, bo coś czuję, że zawsze obok płatnego, znajdzie się bezpłatny - z moim hobby, blogowym także - trudno sobie wyobrazić, aby ktoś nagle za czytanie treści o piłce nożnej kazał sobie płacić. Jakby kazał, to sam bym sobie coś napisał. Lepiej. Po swojemu.
kominek:
Dlaczego masz do tego taki dystans? Jeśli takie było jego życzenie to tylko szacunek dla rodziny, że uszanowała to.
michald:
Paweł Zarzeczny
lukaszos:
beznadziejna komercha...
thermalcake:
Kominku, zrobiłbyś aferę o realizację polskiej edycji Got Talent - Mam Talent?
angamoss:
Wiecie co, mojego ojca pochowano z ostatnim numerem NIE, który czytał. Nie chcę, aby ktokolwiek to komentował, chyba pierwszy raz o tym wspominam w swoim życiu gdziekolwiek.
angamoss:
Prasa, prasa umiera... przeraża to Was tak w ogóle?
lunar:
Nastąpiłoby przemycanie tekstów Kominka w pdf'ach po stronach, forach, mailach i komunikatorach. Piractwo istnieje nie bez przyczyny. WOLNA INFORMACJA jest jednym z podstawowych dóbr, skoro żyjemy już w uzależnionym od niej społeczeństwie. Wszelkie inne zakłamanie ociera się o nową odmianę totalitaryzmu.
r4m3:
W kazdym razie- to ten zly pan zrobil, autorzy serialu to przyznali w wywiadach.
Zaraz zaraz. To nie ma żadnych wątpliwości, że to Trójkowy?
Ale zjebali.
kominek:
Zaraz zaraz. To nie ma żadnych wątpliwości, że to Trójkowy?
Ale zjebali.
Chodzi o reklamę nowego produktu Frosty.
Zbulwersował się kolega mój i wystosował do firmy maila.
Sprawa dotyczy Państwa reklamy w telewizji. Paella czyta się w przybliżeniu "paeja" - bo to z hiszpańskiego.
Po co tworzycie błędy i sprawiacie, że i tak ubogie intelektualnie społeczeństwo będzie je powielać?
Proponuje zmienić wymowę tej nazwy, bo w reklamie niestety uparcie mówicie "paela" - to żenujące.
Pozdrawiam i liczę na poprawę.
Firma stanęła na wysokości zadania i rzeczowo odpowiedziała.
celowo zdecydowalismy sie na taka wymowe - wielu Polakow nie zna ani dania, ani jezyka hiszpanskiego i tym samym wymowa paeja moglaby ich zdezorientować.
Dziękuję za Panską uwagę.
Agata Zielińska
p.o. kierownika marketingu
acting marketing manager
Hehe, skoro wielu Polaków nie zna ani dania, ani języka hiszpańskiego to przypuszczam, że tak samo szybko nauczyliby się wymawiać Paeja co Paella.
Ale to nic. Duży plus dla pani Agaty za poważne traktowanie konsumenta, bo przyznam - ja na ich miejscu olałbym mojego kolegę.
Jeśli coś was irytuje w reklamach, dajcie znać. Zrobi się z tego kominotki. Może być zabawnie.
nadesłał: bluzgacz
Taka ciekawostka - jeśli zmieniasz status związku na Facebook to na tablicy pojawia się stosowna informacja, np.:

Jednakże gdy zmienisz na "wdowiec", taka informacja już się nie pojawi.
Dlaczego? Nie mam pojęcia, co kierowało twórcami Facebook. Że niby jest to informacja, którą można zawrzeć w swoim opisie, ale już nie można się tym pochwalić? Czy ludzie, którzy zmieniają sobie na "wdowca" zgłaszali pretensje, że... nie chcą być wdowcami?
Kompletna głupota.
Lisom.
Ale nie byłbym tego taki pewny, bo redakcja zapowiedziała złożenie apelacji i nie jest wykluczone, że wyrok, przynajmniej częściowo, zostanie zmieniony. Uzasadnienie sądu jest bardzo interesujące:
Sędzia Bożena Jaskuła powiedziała, że to jednostka decyduje, jaką część wiedzy o sobie udostępnić innym, a wolność prasy nie jest absolutna. Choć powodowie są osobami publicznymi, także mają prawo do ochrony prywatności i można pisać o tym tylko jeśli ma to związek z ich zawodowymi obowiązkami - podkreślił sąd. Za naruszenie praw powodów sąd uznał m.in. publikacje zdjęć ich domu, robienie im zdjęć bez ich zgody nawet w miejscach publicznych; artykuły o tym, że "Lis jest kiepski w łóżku"; że jego programy są stronnicze; że Hanna Lis "walczy o alimenty"; że rzekomo "staranowała" auto (którym jechali śledzący ją i dzieci paparazzi). Według sądu, "SE" miał na celu "rozrywkę dla czytelników poprzez ośmieszanie powodów", a "dla celów komercyjnych zasady prawa nie były przez pozwanych przestrzegane".
W sumie to nie znam kontekstu i nie pamiętam, o jakie zdjęcia chodzi, ale zakaz robienia fotek osobom publicznych przebywającym w publicznych miejscach? Karanie za wyrażanie zdania o obiektywizmie Lista? Informowanie o alimentach? Od tego wlaśnie są brukowce i nie powinno się im tego zabierać
Takie coś nie ma szans przejść w apelacji.
Bardzo cieszy mnie natomiast, że sąd dostrzegł tę subtelną różnicę między informowaniem o faktach, a "ośmieszaniem" bohaterów artykułów, a jeszcze bardziej, że 250 tys. to już w najmniejszym stopniu nie jest strata, na jaką może sobie redakcja pozwolić. To bardzo dotkliwa kara.
źródło: Gazeta.pl
"Szklana pułapka III" to jeden z najlepszych filmów akcji, jakie widziałem. Na żadnym innym filmie nie byłem 5 razy w kinie, choć było kilka filmów, które widziałem częściej (jakieś 500 razy "Neverending story").
Fajny teledysk będący kompilacją najciekawszych scen ze wszystkich części "Die Hard".
nadesłał: Talisker
Durna reklama "tata kupaa" nie byłaby taka zła, gdyby ją puścili w tej wersji.
Dzieciak jest świetny.
Durna była ta reklama z "tataaa kupaaa", ale kolejna z tej serii rządzi. Tylko czekać na odzew obrońców praw zwierząt.
ING! Dawajcie więcej takich.
Należę do tego pokolenia, które na video oglądało wielokrotnie wszystkie części Koszmaru z ulicy Wiązów. Spodobała mi się pomysł zrobienia kolejnej części, ale po trailerze już nie jestem tak pozytywnie nastawiony. Siłą Krugera był swoisty humor, a ten tutaj jakoś tak niespecjalnie ma poczucie humoru. Raczej do kina się nie wybiorę.
Posłowie to mają pomysły. Chcą stworzyć strefy ciszy w pociągu, w których nie można będzie nawet słuchać iPoda. Teoretycznie pomysł można pochwalić, bo cisza jest fajna, ale... czy faktycznie rozmawiający ludzie w przedziałąch są takim problemem? Mnie może pare razy się zdarzyło, gdy weszła większa grupa, ale na takich żadna ustawa nie podziała.
Zamiast tego mogliby wymusić na Wars zniesienie zakazu używania laptopow albo zatrudnić atrakcyjniejsze konduktorki.
Pojedziemy w zupełnej ciszy.