
1. Polityka prywatności na blogu.
Nie istnieje. Ja tu jestem od pisania tekstów i na tym będę się koncentrował. Jeśli obawiasz się o wyciek swoich danych, podaj fałszywego nicka, imię, datę urodzin, maila, itd... Nie ma obowiązku podawania prawdziwych danych. Nie używaj haseł z twojej prywatnej poczty.
2. Wulgaryzmy.
Staraj się ich nie używać. To nie jest miejsce dla prostaków. Ale nie bądź też hipokrytą i jeśli już musisz napisać "kurwa", to napisz "kurwa", a nie "k...a".
3. Wolność słowa.
Nie istnieje. Moderatorki bloga (zwane "iwonkami") dbają, aby komentarze obraźliwe, wulgarne, negatywnie oceniające poziom tekstów i niezgodne z moim poczucie estetyki, były kasowane. Jeśli masz potrzebę odreagowania, proszę bardzo - zrób to na priv.
Nie trać czasu na pisanie, że twój komentarz został skasowany, bo zostanie ponownie, a ty dostaniesz bana.
To jest mój teren i ja decyduję kto i co może tu pisać. Tak było, jest i będzie.
4. Zwyczaje.
Nie można stawiać emotikonki ":P", ponieważ tylko plebs wystawia język podczas rozmowy. Nie można pisać "sex", tylko "seks", a prawidłowa pisownia słów "Bóg" i "Boże" to "buk" i "borze". Do tej ostatniej reguły nie trzeba się stosować.
5. Reklamy
Wszystkie reklamy produktów, za które otrzymałem wynagrodzenie są wyraźnie oznaczone. Jeśli zachwalam jakiś produkt, a ty nie wiesz czy jest to płatna reklama to znaczy, że nią nie jest.
Na obu blogach Kominka panuje zwyczaj pisania o pełnych nazw firm i bardzo niemile widziany jest tu gatunek piszący "nazwy nie wymienię, bo mi nie płacą".
Jest całkowicie dozwolone chwalenie firm i ich produktów i analogicznie - oczernianie ich jeśli na to zasługują. Na blogu nie ma zabawy w owijanie w bawełnę i nie ma świętych krów.
Pisząc, miej jednak na uwadze, że każdy komentarz z tego bloga jest indeksowany w wyszukiwarkach - często na wysokich pozycjach.
6. Uwagi końcowe.
Najczęstsze przyczyny skasowania komentarza to:
Na blogu panuje całkowity zakaz mówienia o priv. Niedozwolony jest nawet komentarz w rodzaju "hej, odbierz pocztę".
Nie podoba Ci się regulamin? No cóż.Na szczęście nie jest to mój problem :-)
Firmy, które nie doceniają siły rażenia mediów społecznościowych mogą wiele stracić na wizerunku - głosi lead artykułu z wrześniowego Press. Czuję się zaszczycony, że stałem się także jednym z bohaterów tekstu i zarazem wielce uradowany, że autor - Zbigniew Domaszewicz - opisując historię mej walki z Dr. Oetkerem, podszedł bardzo rzetelnie do tematu. To akurat nie dziwi, bo poziom prezentowany przez dziennikarzy Pressu jest mi doskonale znany od wielu lat.

ANONIMOWO O KOMINKU
Ach, ci branżowcy. Czemuż tak baliście się pod nazwiskiem wyrazić swoje zdanie o aferze?:-)
Tu "anonim", tam "specjalista", a przecież anonimowość to wedle was rak toczący polską blogosferę, co poniekąd zauważa pan Piotr Płocharski z Lighthouse Consultants podsumowując swoją porażkę z Kominkiem:
Z powodu anonimowości odpowiedzialność za słowo w Internecie jest daleko mniejsza niż w realnym świecie, a wskutek tego reakcje internautów są o wiele mniej przewidywalne.
To nie moja pozorna (a właściwie nieistniejąca) anonimowość zdecydowała, że nie udało nam się dojść do porozumienia. I bynajmniej nie popełniliście błędu, ufając mi, jak to ujęła jedna z osob w artykule:
Zgubny okazał się pośpiech. Agencje popełniły błąd, gdy zaufały Kominkowi. Nie powinny były wysyłać własnych propozycji, tylko poprosić blogera o usunięcie wulgaryzmów i uzależnić od tego swoje dalsze działania.
Bzdura.
Zaufanie?
Firma składa mi propozycję nie do odrzucenia w stylu: albo usuwasz wulgaryzmy albo zmusimy cię do tego innymi środkami.
Yyy...zaufanie?
To tak jakby do moich drzwi zapukał złodziej i rzekłby:
- Wierzę, że mogę ci zaufać. Chcę cię okraść. Tak czy inaczej to zrobię, ale chyba lepiej, żebym to zrobił na Twoich oczach. Zawsze będziesz miał możliwość poproszenia mnie, abym nie zabierał ci ważnych pamiątek rodzinnych. Ale resztę ukradnę. To jak będzie? Wpuścisz mnie i nie zadzwonisz na policję? Mogę ci ufać?
- Jasne, drogi złodzieju. Możesz mi ufać. Wchodź, zapraszam, kradnij! Może herbatki?
Czy musiało do tego dojść?
Nie musiało, ale zanim to wyjaśnię inny - niepublikowany jeszcze nigdzie - przykład amatorszczyzny "branżowców"
OLIMP-LABORATORIES STRASZY BLOGERA
"Olimp, ty pizdo, czyli recenzja haków treningowych" - napisał przed dwoma miesiącami na swoim blogu Mariusz D., celowo nawiązując do mojego nieszczęsnego wpisu o Dr. Oetkerze.
Bez wchodzenia w szczegóły - krytycznie odniósł się do jakości haków.
Reakcja firmy była natychmiastowa:
(zamieszczam w we fragmencie)
W imieniu Olimp-Laboratories sp. z o.o. wnosimy o natychmiastowe usunięcie wypowiedzi z dnia 08/12/2009 pod tytułem - "Olimp, Ty piz*o czyli recenzja haków treningowych" Wypowiedz ta w sposób oczywisty, narusza dobra osobiste spółki Olimp - Laboratories sp. z o.o.
Mariusz, który jest także czytelnikiem mojego bloga, zwrócił się do mnie z pytaniem, co powinien robić.
Przeczytałem uważnie jego tekst. Recenzja była zrobiona rzetelnie, upewniłem się, że haki kupił w autoryzowanym serwisie, przejrzałem resztę jego tekstów - gołym okiem widać, że facet nie uprawia czarnego PR.
- Usuń wulgarny tytuł - powiedziałem - Ja sam chciałem to zrobić przy Dr. Oetkerze, bo w tym elemencie poczuwałem się do winy. Resztę tekstu pozostaw bez zmian i czekaj na ich reakcję.
Tak uczynił, ale firma w swym uporze posunęła się wręcz do absurdu, twierdząc w kolejnym liście, że haki opisane przez Mariusza mogły być podróbkami:
Nie ma Pan zatem pewności, iż produkty te pochodzą rzeczywiście od spółki Olimp, i nie są towarem podrobionym sprzedawanym jedynie pod marką Olimp Laboratories. Rozpowszechnienie nieprawdziwych treści, które nie znajdują potwierdzenia w faktach naraża Pana na odpowiedzialność karną za pomówienie. Nie dysponuje Pan bowiem dowodami, iż produkty te pochodzą od spółki Olimp Laboratories.
Fajne, co?:)
I nie jest ważne, czy nimi w istocie były. CAŁY wpis miał zostać USUNIĘTY.
W ten sposób niczego nie można byłoby skrytykować, bo firma zawsze odpowie: te, bloger, ty nie masz dowodów, że to nie od ruskich kupione!
Zauważcie, że nieuczciwość blogera byłła jedynym argumentem przy walce z nim. Bo i po co zakładać, że recenzja była rzetelna, skoro miała negatywny wydźwięk? Żenujące.
Na szczęście Mariusz nie był w ciemię bity i sam wykombinował - psując mi zabawę, choć postąpił słusznie - że wyśle wadliwe haki na adres Olimpu.
I to był koniec afery. Firma już nigdy więcej do niego nie napisała, a wpis w dalszym ciągu jest na blogu.
Do dziś uszło im to bezkarnie, a niniejszą publikacją dołączyli do grona firm ośmieszonych na tym blogu.
Czy musiało do tego dojść?
Nie musiało, ale zanim to wyjaśnię, jeszcze jeden - również niepublikowany przeze mnie - przykład niekompetencji przedstawicieli PR.
PRYMAT OLEWA KOMINKA
Na początku czerwca na wykop.pl pojawił się tekst o produktach firmy Prymat. W skrócie: ten sam produkt sprzedają po różnych cenach. 

Napisałem wówczas do rzecznika prasowego firmy, Przemysław Pająk (przeprszam, że nie odmieniam, ale google lepiej mi go uchwyci), którego uważam za nieprofesjonalnego i niekompetentnego pracownika. Ta robota albo go przerasta albo jest tak zapracowany, że potrzebuje pomocy, bowiem nie raczył odpowiedzieć mi na proste pytanie, wysłane 19 czerwca, powtórzone na wszelki wypadek 29 czerwca oraz nadgorliwie wysłane jeszcze z innego konta - 10 lipca.
O co pytałem? O prawdę. Chciałem, by firma zagrała na nosie internautom szkalującym jej wizerunek i wyjaśniła, o co chodzi z tymi przyprawami.
Powtórzę dla jasności: Przemysław Pająk nie uznał za stosowne odpisać na mojego maila.
Pytanie do jego szefa: czy w ten sposób Prymat zamierza dbać o swój wizerunek?
Może tym razem otrzymam odpowiedź?
CZAS NIE STOI W MIEJSCU
Tym banalnym stwierdzeniem chciałbym zwrócić uwagę na pewną ciekawostkę łączącą opisane wyżej przypadki. Dlaczego nie napisałem w czerwcu o Prymacie? Dlaczego nie zrobiłem tekstu o Olimpie w sierpniu?
Celowo. Oba nie były tak mocne jak Dr. Oetker czy sprawa Blogvertising. Wolałem sobie poczekać. Tacy dranie jak ja potrafią czaić się tygodniami i miesiącami na moment, kiedy wbicie szpili zaboli najbardziej. Nie jestem niusowcem, mnie się nigdzie nie spieszy, także dlatego, że z miesiąca na miesiąc jestem coraz mocniejszy.
Wiecie, ile pojawiło się na tym blogu tematów, które planowałem sobie w ciągu 12 miesięcy PRZED otwarciem tego bloga?
Ani jeden. Wciąż cierpliwie czekają na swoją kolej.
Czas nie stoi w miejscu, a wielu firmom wydaje się, ze tak właśnie jest i ich "brudy" nigdy nie wypłyną. Jedni uważają, że blogerzy to wciąż społeczność ciemniaków, inni liczą na szczęście, pokładając swoje nadzieje w naszym strachu przed konsekwencjami prawnymi.
Ten strach jest, owszem. Ale nie wtedy, kiedy piszemy prawdę, a zapewniam was, że wciąż żyjemy w czasach, kiedy blogerzy krytykują, skarżą się i obrażają z potrzeby wyrażenia tego, co czują, a nie dla zysków czy z chęci zniszczenia jakiejś firmy.
My nic nie mamy do wielkich korporacji. Czy ja w ciągu 3 miesięcy napisałem coś od siebie o Dr. Oetkerze? Nie, bo nic do tej firmy nie mam. Ten ich budyń też już umiem robić z feralnego tekstu pewnie w końcu sam usunę niektóre wulgaryzmy, bo nie mogę już na nie patrzeć.
JAK POKONAĆ BLOGERA?
Najlepiej go kupić.
Uprzejmością, profesjonalizmem, szacunkiem (nawet przesadnym, bo niszowy bloger potraktuje to jako nobilitację).
Dam to na swoim przykładzie.
Oto nagranie, które zrobiłem przed kilkoma tygodniami.
Poznajcie mojego kolegę:
Gdybym chciał, zrobiłbym z tego śmieszny filmik, nazwał jakoś bohatera, zapowiedział "nową promocję" w postaci kanapek "Szczurburger", może dodał od siebie kilka kąśliwych uwag i rzucił ku uciesze gawiedzi. Taka drobnostka może nie zaszkodziłaby firmie, ale odpowiednio sprzedana (a to potrafię robić) napsułaby krwi.
Dlaczego tego nie zrobiłem?
Bo ich lubię. Bo jak robiłem o nich wpis przed 3 miesiącami to zostałem potraktowany z szacunkiem należnym dziennikarzowi. Dla nich nie miało znaczenia, że jestem tylko blogerem, pytającym o jakość frytek.
I gdy zaprzyjaźniłem się z ich szczurem, nie czułem potrzeby kopania w firmę, która była wobec mnie w porządku.
Dobrze, jest istotnym fakt, że zrobienie afery z małego szczurka byłoby nierzetelne, bo choć nie miał przy sobie dokumentów to wydaje mi się, że był bezpański i BurgerKing za niego nie odpowiada, a także jego obecność tam była uzasadniona (obok są wielohektarowe pola). Nie czułbym się dobrze robiąc tak naciąganą aferkę, choć myślę, że zgoła odmienne odczucia i plany miałbym, gdybym szczurka dorwał... pod siedzibą Dr. Oetkera.
Ten rodzaj przychylności nie zawsze działa.
Przy aferze z Blogvertising.pl nie wspomniałem, że przed rokiem odrzuciłem propozycję współpracy, ale zapamiętałem ich jako profesjonalistów. Podczas kontaktowania się ze mną zachowywali się wzorowo i moja sympatia do tej firmy utrzymywała się aż do czasu, gdy okłamali blogerów.
Tego niestety darować już nie mogłem.
INNE SPOSOBY NA POKONANIE BLOGERA?
Powiedzmy sobie wprost: 90 proc. blogerów można pokonać już samą interwencją. Bez gróźb, straszenia sądem, acz delikatnymi wzmiankami, że sprawa jest poważna, "firma jest zaniepokojona" i czy jest szansa na pozytywne rozwiązanie? Dla niszowych już taki mail będzie nobilitacją oraz wystarczającym argumentem, żeby odpuścić.
Niszowi nie traktują blogów zbyt serio, nie mają szacunku do tego, co piszą i wcale nie szukają guza. Zresztą wielu "poważniejszych" też nie ma szacunku do swojej twórczości, co zauważyłem czytając komentarze blogerów przy aferze z Dr. Oetkerem. Nie rozumieli, co jest złego w modyfikowaniu treści pod dyktando obcej firmy.
Dla mnie, jako dziennikarza z zawodu, coś takiego nie mieściło się w pale.
A co zrobić z silniejszymi graczami?
Do tych wszystkich sposobów, które już są znane i stosowane dodałbym: okazanie bezradności.
To przecież takie ludzkie, nie?
Gdyby ci z Dr. Oetkera nie czaili się tygodniami, nie robili podchodów wszędzie tam, gdzie mnie nie ma, tylko od razu napisali, że jest problem i sami nie wiedzą, jak go rozwiązać, to pewnie coś byśmy wspólnie wymyślili. W wywiadzie udzielonym u Jacka Gadzinowskiego powiedziałem, że
Tę sprawę od początku należało załatwić najpierw ze mną przy wódce, a potem przy udziale moich czytelników.
Ja też jestem człowiekiem i doskonale zdaję sobie sprawę, że mój wpis wysoko w googlach nie wygląda dobrze. Poza tym - wbrew obiegowej opini - nigdy nie robię nic, by szkodzić dobrym ludziom. Bloger, któremu Olimp nakazał wykasować wpis też chętnie poszedłby na współpracę. Co ich kosztowało wysłać mu nowe haki i poprosić o ponowne przetestowanie? No kurde, wadliwy sprzęt każdemu może się trafić.
Przypuszczam, że wśród tych popularniejszych blogerów wszyscy mają takie samo nastawienie. Jak trzeba się dogadać to się dogadamy, byle by to było zrobione uczciwie, bo też nie można liczyć na to, że się czymś "przekupi" blogera. Tylko naiwniak uwiązałby sobie na szyi taką pętelkę i liczył, że to nigdy nie wyjdzie na jaw.
I NAJWAŻNIEJSZE: POZNAĆ WROGA
Ha. Niech mi ktoś tylko powie, że to banał!
Stawiam tezę, że na chwilę obecną wszyscy ci piarowcy i im podobni potrafią dużo i pięknie mówić o blogerach, ich wpływie, o społecznościach i ich znaczeniu, ale... nie mają o nich zielonego pojęcia.
Oczywiście nie mogę być gołosłowny i dam to na zabawnym przykładzie.
W artykule Press pani Katarzyna Przewuska z Euro RSCG Sensors mądrze (bez ironii!) powiedziała:
Nie można patrzeć na media społecznościowe z zewnątrz przez ekran, jak na obce środowisko
Otóż to. Potrzebny jest monitoring serwisów społecznościowych, blogów (zwłaszcza tych popularnych), aby można było odpowiednio szybko i skutecznie zareagować. Tylko dlaczego tego nie robią? Jestem w sieci od lat, poczytnego bloga prowadzę od 4 lat, tego od czerwca, a mimo to przed 3 miesiącami pani Przewuska - już po aferze z Dr. Oetkerem - nie miała pojęcia, kim jest kominek. To żaden zarzut, raczej ciekawostka i nawet moja wina, bo w sumie będąc na początku czerwca w jej firmie (całkiem przypadkowo i prywatnie) mogłem się przedstawić :) Następnym razem to zrobię, o ile dostanę znowu ich kawę. Była fantastyczna. Jakiś dobry ekspress chyba mają.
update: oto dlaczego warto pisać bloga: dostałem zaproszenie na kawę:)
Odkąd mam profil na blip.pl rozmawiałem z wieloma (no dobra - kilkoma) osobami z tej samej branży. Mówili, jak to w ich firmach były dyskusje o Kominku i innych blogerach, jakie wnioski wyciągali, nawet parę notatek miałem okazje przeczytać i z tego wszystkiego jawił mi się obraz nędzy i rozpaczy.
Nie znam ani jednej firmy, która miałaby rzeczywiste pojęcie o Kominku, poza idiotycznymi i oklepanymi opiniami o kontrowersyjności, dużej społeczności, wytrwałości w budowaniu wizerunku, wyrazistości i innych bzdurach, po których chce się człowiekowi rzygać.
Może nie jestem pępkiem tego świata, ale z pewnością w blogosferze coś znaczę i jeśli o mnie macie tak gówniane pojęcie, to co dopiero o reszcie blogosfery?
I jaką wiedzą możecie pochwalić się swoim klientom? Żadną!
Możecie sprzedawać im tylko ściemę, która swoje żniwo zbiera wtedy, gdy dochodzi do spektakularnych porażek z blogerami.
REKLAMA U BLOGERA TO RYZYKO?
Nie mniej istotnym efektem ignorancji firm zajmujących się reklamą jest strach przed współpracą z blogerami. Kilka miesięcy temu (jeszcze przed powstaniem tego bloga) słyszałem, że niektórzy boją się reklamy u mnie, bo jestem nieobliczalny.
Do dziś dochodzą do mnie głosy, że reklama na blogach jest ryzykiem. Wielu mówi to wprost, bez poczucia wstydu.
Dlaczego nikt ich jeszcze nie zastrzelił?
Jak wielkim "ryzykiem" jest współpraca z blogerami dała przykład aferka z Blogvertising.pl. Było o tym głośno wszędzie, ale... nie na blogach współpracujących z tą firmą.
Dziwne? Nie.
Jaki interes miałby bloger w pisaniu, że firma, z którą współpracuje popełniła błąd i okłamała blogerów?
W interesie blogerów było poczekać na wyciszenie i to nastąpiło, co i mnie cieszy, bo pomimo tej jednej wpadki, w Blogvertising pracują przecież porządni ludzie.
Niech mi ktoś mądry powie, jakie ryzyko ponosi HBO reklamując się obecnie na kominek.in ?
Jakie ryzyko ponosi Plus i jego "Rarka Plusa" albo produkty firmy Dyson - którzy zagoszczą u mnie jutro?
Zwłaszcza Plus to po prostu mega-hiper-ryzykant, bo ich reklama pojawi się u mnie drugi raz w ciągu miesiąca. Co oni robią? Niech ktoś ich powstrzyma!
No dobra. Kotek z Heyah (kampania w lipcu i sierpniu) poniósł ryzyko, bo jak reklama zniknęła, to czytelnicy domagali się powrotu kota i musieli obejść się ze smakiem. Zanotowałem kilka samobójstw oraz rozwodów, ale sytuacja szybko została opanowana.
A może panowie_od_reklam mają blogerów za totalnych bezmózgów i myślą, że podczas emisji reklamy ci wrzucą na swoje strony pedofilskie zdjęcia albo zaczną nawoływać do wspierania konkurencji?
Każda, nawet jednodniowa reklama kupiona u blogera za złotówkę jest na wagę złota, bo nawet jeśli nie kupi się całkowicie blogera, to nić sympatii pozostanie na bardzo długo.
Po ilości reklam na blogach, które czytam, wnioskuję, że wiele firm tego jeszcze nie pojmuje, ale jak można tego od nich wymagać, skoro nie rozumieją blogosfery?
BLOGI JAKO NOWA FORMA TERRORU
Nie tylko blogi, ale wszystko to, co mieści się w kategorii "nowych mediów".
Świadomość wpływania na opinie odbiorców będzie coraz większa. Pisząc o budyniu Dr. Oetkera przed trzema laty nie miałem zielonego pojęcia, że tekst zrobi taką karierę i że w ogóle może negatywnie odbić się na firmie. Sami bloger, nawet popularny, to jeszcze nie problem. Nawet jeśli jego tekst zrobi karierę, nie będzie ona długa. Nieśmiertelność zapewnić mu mogą tylko wyszukiwarki. Tacy jak ja są w pełni świadomi, jakie wyrazy wpisją w tagach, jak formułować zdania. Nie ma potrzeby bym wskazywał, co w ciągu ostatnich 4 miesięcy z tego bloga wybiło się na szczyt google, ale było tego sporo.
Rzecz w tym, że ten - nazwany trochę na wyrost - terror nie ma pejoratywnego znaczenia dla czytelników i blogerów, tylko dla firm. Ten rodzaj terroru polega na wzmacnianiu złego wizerunku nieuczciwych firm oraz dobrego - uczciwych. Zresztą ofiarami terroru, co widać na dzisiejszym przykładzie Olimpu oraz Prymatu mogą być zarówno firmy jak i pojedyncze osoby.
Im większa będzie świadomość blogerów, że to co piszą, ma znaczenie, tym większym będą zagrożeniem, bo z reguły nie pisze się o tym, co piękne i radosne, ale o tym, co złe i co nas wkurza.
Na dziś stan jest taki, że firmy PR nie są przygotowane na odpieranie takich ataków.
Stosują nieskuteczne metody, są mocni w teorii i bezsilni w praktyce.
Ale mam dla nich dobrą wiadomość na koniec.
Ta swoista samowolka blogerów będzie trwała jeszcze latami, ale nie może skończyć się niczym innym, jak lobbingiem wielkich korporacji na rzecz uchwalenia przepisów kontrolującyh (mówiąc wprost - cenzurujących) wypowiedzi w internecie. Zrówna się wtedy publikację internetową z prasową, czego zalążek możemy już obserwować (vide pomysły z rejestracją stron internetowych).
Tego procesu nie da się zatrzymać. W ten oto sposób na nowe media zostanie założony kaganiec, który obecnie od dziesiątek lat noszą stare media - ograniczane tysiącami paragrafów.
Zła wiadomość jest taka, że takie kominki jak ja, wprost nie mogą doczekać się tych czasów :-)
PS Też tak macie, że jak tekst jest długi to nie czytacie, tylko skaczecie za akapitu na akapit byle szybciej dojść do końca?:-)
PS Też tak macie, że jak tekst jest długi to nie czytacie, tylko skaczecie za akapitu na akapit byle szybciej dojść do końca?:-)
- Jasne, drogi złodzieju. Możesz mi ufać. Wchodź, zapraszam, kradnij! Może herbatki?
PS Też tak macie, że jak tekst jest długi to nie czytacie, tylko skaczecie za akapitu na akapit byle szybciej dojść do końca?:-)

Każda, nawet jednodniowa reklama kupiona u blogera za złotówkę jest na wagę złota, bo nawet jeśli nie kupi się całkowicie blogera, to nić sympatii pozostanie na bardzo długo.
kominek:
Niestety nie pamiętam autora. Mam nadzieję, że się zgłosi.
PS Też tak macie, że jak tekst jest długi to nie czytacie, tylko skaczecie za akapitu na akapit byle szybciej dojść do końca?:-)
Też tak macie, że jak tekst jest długi to nie czytacie, tylko skaczecie za akapitu na akapit byle szybciej dojść do końca?:-)
Ta swoista samowolka blogerów będzie trwała jeszcze latami, ale nie może skończyć się niczym innym, jak lobbingiem wielkich korporacji na rzecz uchwalenia przepisów kontrolujących (mówiąc wprost - cenzurujących) wypowiedzi w internecie.
PS Też tak macie, że jak tekst jest długi to nie czytacie, tylko skaczecie za akapitu na akapit byle szybciej dojść do końca?:-)


Ten ich budyń też już umiem robić z feralnego tekstu pewnie w końcu sam usunę niektóre wulgaryzmy, bo nie mogę już na nie patrzeć.
RRRadek:
Kominku powiedz mi dlaczego nie mozesz sie doczekacczasow, gdy na bloga zostana nalozone paragrafy jak w prasie?
jacek.gadzinowski
Czy są swiadome siły wykopu, blogów, sieci społecznosciowych, tego co ludzie wysyłają sobie na gadu gadu lub mailami? Czy agencje z nimi o tym rozmawiaja i czy są wysłuchane, czy mówia o tym w jezyku zrozumiałym, czy swoim eksperckim narzeczem?
tanczaca_chmura:
ło matko, trochę przydługi ten tekst. Ale miałeś kominek wenę.

HIHI33:
Jeszcze z tobą nie skończyłem.cdn.
ajkjuponinzejzera:
No. I zaś fotka bezbłędna. Się spojrzało na zdjęcie i się pomyślało- Kominek, killer marki;-)
Powiedzieć wam ,skąd kominek bierze pomysły na te swoje wypociny?Oto cała prawda o kominku-po1-żywi się waszym życiem.Podgląda i ssie z was wszystko czym żyjecie.Sposób jest bardzo prosty.Założyć konta na wszystkich portalach społecznościowych które coś znaczą.Machnąć sobie powiastke o tym że tam jest i założyć kolekcję lalek.Podobasz się-ok.nie?też,bo masz na profilu ciekawych ludzi.Podglądacz,onanizuje się żyjąc waszym życiem,przez chwile/masz znajomą która ma półnagie iotki?kilku małolatów i kilka fikcyjnych profili/symboli tego co lubisz?to+twoje zdjęcia(im więcej tym lepiej) =sposób na nastepny artykuł.Prześmiewca żyjący w atmosferze samouwielbienia.Obudz się frajerze.śmieje się z ciebie 50%ludzi ,którzy zaglądają na twój blog.Statystycznie następne 50% jest za ,ale trzeba odjąć jeszcze 30%sceptyków.Zostają niedipieszczone mamuśki i blondynki z ilorazem inteligencji babana.Sposób na kominka?Obraż go a da ci spokój.Zabierze zabawki i poleci z płaczem do swojej babci ,czego sobie i dr.oetkerowi życzę.Jeszcze tu zajrzę kominku.Jeszcze z tobą nie skończyłem.cdn.
crybebe:
Ja ciągle czekam na Deus Ex 3 i
vandervir:
A da się zrobic z ryżu z torebki? czy lepszy ryż na mleku

(przeprszam, że nie odmieniam, ale google lepiej mi go uchwyci)

cyrylski:
nie wiem czy ktos to zauwazyl, ale jest paradoksalnym fakt, ze pan Jacek Zakowski pisze o upadku prasy jakosciowej wskutek rozwoju mediow elektronicznych miedzy innymi a wszystkie zdjecia do artykulu nie pochodza z agencji fotograficznych (czyli "jakosciowych fotografow") ale z Flickra :D
kominek:
Nie wierzę w tę grę przed 2011 r.
c_p:
Uchwyci, uchwyci. Google to mądra wyszukiwarka ;)
_your_time_:
Nie będe zdradzał szczegółów, ale moge powiedzieć że sytuacja dextera uległa zmianie, przez co klimat nieco też. Ogólnie już w tym odcinku dzieje się dużo.. w takim stopniu, że chcę więcej. Jak najszybciej.
marqr:
to osoba działająca przeciw krajowi
coyot:
bo akurat dla mnie to on sluzy krajowi!
mgr_makra:
nie jest postacią przez opinię publiczną poważaną i lubianą
cyrylski:
a odpowiedzialnosc to nie tylko "nieunikanie kary" ale tez dzialanie podyktowane przeslankami innymi niz zysk za wszelka cene.
herbata_z_molem:
Komin, dlaczego Twoje sushi jest podmywane przez sos sojowy?
cyrylski:
Komentarz do kominotki: TAKA MA BYĆ WOLNOŚĆ MEDIÓW?
uncleslayer:
Komentarz do kominotki: TAKA MA BYĆ WOLNOŚĆ MEDIÓW?kolejny piękny przykład wolności mediów:najpierw tutaj:
uncleslayer:
ok wiadomo, że plotek ma inny target i serwują wiadomości sformatowane inaczej ("prościej"?) ale to jednak mimo wszystko jest medium - co więcej należące do tej samej grupy medialnej.
lacosta:
A nam nie pozostaje nic innego, jak tylko mieć nadzieję, że Tomasz S. nie siądzie już za kierownicą pod wpływem alkoholu.
guzik:
Od długiego czasu Marek Kondrat tak staje na planie, żeby zakryć napis Śląski, ale nigdzie nie mówi się jawnie, że próbują klientów z nową, krótką nazwą zaznajomić
kominek:
guzik:Od długiego czasu Marek Kondrat tak staje na planie, żeby zakryć napis Śląski, ale nigdzie nie mówi się jawnie, że próbują klientów z nową, krótką nazwą zaznajomić
To Twoje przypuszczania czy masz na to jakiś dowód?
guzik:
Dowodem są reklamy. Przecież widać jak stoi.
PS Też tak macie, że jak tekst jest długi to nie czytacie, tylko skaczecie za akapitu na akapit byle szybciej dojść do końca?:-)
PS Też tak macie, że jak tekst jest długi to nie czytacie, tylko skaczecie za akapitu na akapit byle szybciej dojść do końca?:-)
że takie kominki jak ja, wprost nie mogą doczekać się tych czasów :-)
na Twoją reklamę.
Ale wcale nie musi, bo na blogu jest jeszcze kilka innych miejsc na banery, a i współpraca z blogiem nie musi obejmować wyłącznie banerów.
Korzystając z uroków wakacji oraz zdając sobie sprawę, że coraz częściej nie wystarcza mi na szampana i kawior, zmodernizowałem (jak zwykle przy pomocy Jaskula) dział "Reklama".
sie_swieci:
Sam smartfon jest genialnie spasowany i jakością wykonania wszelkie samsungi mu nie dorównują - nic nie skrzypi, nic nie cyka. Ma się ochotę nim gwoździe wbijać.
Lukasz:
Człowieku zastanów się nad tym co napisałeś. Czy to że Państwo wprowadza coraz bardziej idiotyczne i restrykcyjne prawo sprawia według Ciebie że pedofilów jest mniej? Widać dokładnie do której z grup o których mówił Korwin należysz...bo prościej jest ze wszystkich (często bardzo mądrych) wypowiedzi wyciągnąć jakąś "głupotę" i tym przekonywać innych że JKM jest złem wcielonym :/
zxzcxzcxz:
Cos ty mu powiedział? Ze za 3 lata będzie martwy?
lisu:
tak właśnie myśle, że moja ciotka polubiłaby blipa. ona uwielbia żyć życiem innych ludzi.
11. (tu miejsce na twój komentarz)
syrna:
cyt:
"(...) dziewczynka, która przyjęła kulę na klatę i tak pięknie umierała patrząc w obiektyw, "
...a po wszystkim aktorka wstała i poszła do domu, a świat obiega obraz jej "rewolucyjnej" śmierci.
miniax:
Nie ma czegoś takiego jak "lubienie palenia". Jeżeli ktoś tak twierdzi, to świadczy o tym, że jest uzależniony, albo ma problemy, z którymi nie może sobie poradzić i szuka ucieczki np. w papierosach.