
1. Polityka prywatności na blogu.
Nie istnieje. Ja tu jestem od pisania tekstów i na tym będę się koncentrował. Jeśli obawiasz się o wyciek swoich danych, podaj fałszywego nicka, imię, datę urodzin, maila, itd... Nie ma obowiązku podawania prawdziwych danych.
2. Wulgaryzmy.
Staraj się ich nie używać. To nie jest miejsce dla prostaków. Ale nie bądź też hipokrytą i jeśli już musisz napisać "kurwa", to napisz "kurwa", a nie "k...a".
3. Wolność słowa.
Nie istnieje. Moderatorki bloga (zwane "iwonkami") dbają, aby komentarze obraźliwe, wulgarne, negatywnie oceniające poziom tekstów i niezgodne z moim poczucie estetyki, były kasowane. Jeśli masz potrzebę odreagowania, proszę bardzo - zrób to na priv.
4. Zwyczaje.
Nie można stawiać emotikonki ":P", ponieważ tylko plebs wystawia język podczas rozmowy. Nie można pisać "sex", tylko "seks", a prawidłowa pisownia słów "Bóg" i "Boże" to "buk" i "borze". Do tej ostatniej reguły nie trzeba się stosować.
5. Kryptoreklamy.
Są zabronione i dotyczy to także autora bloga. Na tym blogu, pisząc o produktach, wymieniamy ich pełną nazwę. Jest dozwolona i nawet wskazana rzeczowa krytyka produktów pozytywnie opisywanych przez Kominka.
6. Uwagi końcowe.
Najczęstsze przyczyny skasowania komentarza to:
Na blogu panuje całkowity zakaz mówienia o priv. Niedozwolony jest nawet komentarz w rodzaju "hej, odbierz pocztę".
Nie podoba Ci się regulamin? No cóż.Na szczęście nie jest to mój problem :-)
Dobra, raz was pochwalę. Nie przeglądałem innych blogów, które puściły spoty Zelmera, ale nie sądzę, aby znalazł się choć jeden, na którym w ciągu doby od publikacji pojawiła się ponad setka rzeczowych komentarzy. Podobało mi się, że nawet jak krytykowaliście, to z klasą i nie musiałem kasować ani jednego wulgarnego komentarza. To był dobry przykład, kiedy "wpływowość" bloga tworzy aktywna społeczność, a nie sam bloger. 
A teraz do rzeczy.
W poprzednim temacie mieliśmy przykład dobrej współpracy z blogerami. a dziś poczytacie jak z blogerem postępować nie należy.
A przy okazji przekonacie się, jak ciężka bywa komunikacja na linii dziennikarz - PR/rzecznik prasowy.
Tydzień temu komentator Guzik zasugerował, bym zainteresował się, dlaczego w reklamach ING Bank Śląski, Marek Kondrat zasłania pewien bardzo ważny wyraz, ale jakoś otwarcie się o tym nigdzie nie pisze i nie mówi...
Błahostka - pomyślałem w pierwszej chwili - ale zdecydowałem się zapytać o to ING, jakby przeczuwając, że tak poważna firma, zachowa się tak niepoważnie. Wręcz głupio.
Na marginesie dodam, że i tu i na priv możecie śmiało sprzedawać mi podobne smaczki, nawet jeśli wasza gra jest elementem wkurzania konkurencji. Anonimowość macie gwarantowaną. Dopóki przekazuję prawdę, motywy są dla mnie nieistotne.
Aktualnie jestem zainteresowany wszystkimi stenogramami CBA dot. afery hazardowej oraz nagimi fotkami Britney Spears.
Wracając do tematu...
Odszukałem reklamy ING z lat 2008 - 2009 aby przekonać się, że proceder nie jest nowy i nie ma w nim przypadku, bo w najnowszej - ponoć irytującej was - reklamie w "Ameryce" widać wszystko jak na dłoni:
Cześć Mareczku, dokąd idziesz? 
Mhm....stop? Nie...
I STOP. Całkiem przypadkowo zasłonił napis "ŚLĄSKI". 
ROK WCZEŚNIEJ....
Tu się jeszcze ledwo, ledwo "ś" uchowało... 
Młody Koterski na tle reklamy banku śląskiego, który jest tylko bankiem: 
I ciekawostka. Nawet "bankowość" dostała za swoje, co w sumie dziwi i akurat w tym przypadku stawiam, że to nie było celowe. Ale może się mylę. 
KOMINEK PISZE DO ING
Teraz będzie najciekawsze. Rzecznikowi prasowemu ING, Piotrowi Utracie, zadałem bardzo konkretne pytania:
1. Czy zasłanianie napisu "śląski" jest celowym zabiegiem?
2. Jeśli tak, to jaki jest tego cel i co stoi na przeszkodzie, aby bez uciekania się do podobnych zabiegów, stosować tylko nazwę ING lub ING Bank?
Oto odpowiedź i... wiem, że to ja jestem głupi, bo powiecie, że to przecież bardzo precyzyjna odpowiedź na moje pytania.
ING Bank Śląski to nazwa rejestrowa spółki, ING i ING Bank to natomiast nazwy handlowe, które także są wykorzystywane w komunikacji marketingowej.
Ja jednak nie zrozumiałem i czerwony jak burak, wstydząc się za siebie, pozwoliłem sobie zadać jeszcze dwa pytania.
1. Czy fakt, że ING Bank Śląski to nazwa rejestrowa spółki jest sam w sobie przeszkodą, aby w reklamach stosować wyłącznie nazwę ING BANK lub ING?
2. Jeśli nie, to co stoi na przeszkodzie, aby stosować w reklamie wyłącznie nazwę "ING Bank"?
Wnikliwy obserwator zauważy, że na dobrą sprawę to są te same pytania, co wcześniej, tylko "dostosowane" do odpowiedzi rzecznika.
Oto wyczerpująca i precyzyjna odpowiedź, jaką otrzymałem:
W naszej komunikacji nazwa rejestrowa, nazwa handlowa oraz logo stosowane są wymienie (np. szyldy nad oddziałami - ING Bank, a tablice informujące na drzwiach - ING Bank Śląski). W przytaczanej reklamie na tablicy kończącej występuje zarówno nazwa ING Bank Śląski, logo ING (z lwem) oraz nr. telefonu.
Bardzo, ale to bardzo lubie, gdy robi sie ze mnie durnia.
Faktycznie na tablicy kończącej w reklamie występuje nazwa ING Bank Śląski. Rzecz w tym, że ona zawsze jest zasłaniana i tego dotyczyło pytanie. Wzmiankę o numerze telefonu traktuję jako niewinny żarcik.
Właściwie wszystkie odpowiedzi od Piotra Utraty to jeden wielki żart.
Przejdźmy do szybkiej analizy.
Co by było, gdybym robił
ARTYKUŁ DO PRASY ?
I rzucił szefowi na stół odpowiedzi rzecznika?
Zapewne usłyszałbym od niego:
- Zwalniam cię. Jesteś do niczego. Masz gotowy temat, zadajesz precyzyjne pytania rzecznikowi, facet jedzie ci ogólnikami, pisze o jakichś gównach, ty to łykasz, nie ciśniesz go, dając się spławić i przychodzisz z tym do mnie?
- Ale ja mu aż dwa razy wysłałem maile z tymi samymi pytaniami. Co miałem zrobić?
- Wysłać trzeci raz, potem czwarty, dziesiąty, setny albo po prostu zadzwonić i go przycisnąć. Won!
ARTYKUŁ DO MNIEJ POWAŻNEJ PRASY?
Zapewne w ogóle by nie poszedł, bo to temat do tych od gospodarki i ekonomii, ale mając ogólnikowe odpowiedzi rzecznika oraz trzymając się swojej tezy, że bezczelnie zasłaniają napis mając w dupie mniejszościowych akcjonariuszy, otworzyłbym ING drogę do sprostowań. Niestety dziennikarze w takich sytuacjach lubią ryzykować. Czytelnika nie interesuje źródło pomyłki (w tym przypadku spryt rzecznika i głupota dziennikarza), czytelnik zapamięta hasła
- Gazeta minęła się z prawdą...nigdy nie przyznaliśmy...to nieprawda...zażądamy sprostowania...itd...
TEKST NA BLOGA?
Jak dobrze być blogerem :-)
W nosie mam drążenie, dla mnie to niszowy temat i jego najwyższą wartością nie jest odkrycie, po jakiego grzyba oni zasłaniają ten napis, tylko sposób komunikacji przedstawiciela - bądź co bądź - poważnej firmy z prasą/blogerem.
Każdy głupi zauważy, że firma regularnie zasłania napis "śląski" i tu nie chodzi o żadne ściemy w rodzaju "my to stosujemy zamiennie" tylko o działanie mając określony cel. Czytelnik, który doniósł mi o tym, postawił tezę, że ING już dawno pragnęło wydymać "śląski", ale mniejszościowi akcjonariusze się burzą. To ma sens.
Tak jak mało mnie obchodzi, po co to robią, tak interesuję mnie: dlaczego Piotr Utrata nie napisze tego wprost?
Bo jest rzecznikiem, który nie ma zielonego pojęcia o komunikacji z nowymi mediami? Bo się wstydzi? Bo rzecznicy lubią mieć dziennikarzy za idiotów? Bo wyszedł z założenia, że skoro do prasy taka wymijająca odpowiedź w zupełności wystarczyłaby, aby załatwić sprawę, to musi wystarczyć blogerowi?
Przemądrzali PiaRowcy i jeszcze bardziej przemądrzali pseudopiarowcy nie rozumieją, że tak jak na co dzień swoje wypowiedzi muszą dostosowywać do profilu redakcji - inaczej rozmawia się z tabloidem, inaczej z "Polityką" - tak powinni jak najszybciej pojąć łatwą, wbrew pozorom, sztukę rozmawiania z przedstawicielami nowych mediów.
ING jest doskonałym przykładem firmy, która tej sztuki nie opanowała. Karmienie blogera marketingową papką jest działaniem na szkodę firmy, bo nie ma prawa dobrze się skończyć. Jak nie bloger ugryzie, to zrobią to jego czytelnicy.
Jeśli ci nie poradzili sobie w tak błahej sprawie, nie potrafili spławić mnie prostym "tak, kominku najdroższy ty nasz, zasłaniamy ten napisik. I co mi zrobisz jak mnie złapiesz?", to nie poradzą sobie, gdy inny bloger wytoczy przeciw nim cięższe działa. To zresztą nie pierwszy raz, kiedy bank nie rozumie społeczności internetowych (kazus mBanku i tysięcy niezadowolonych klientów, którzy od miesięcy walczą o swoje prawa organizując i w sieci i poza nią różne akcje)
ING na dziś osiągnął tylko to, że ilekroć obejrzę ich reklamę i Kondrata zasłaniającego napis, pomyślę: takim cwaniaczkom nie ufam.
PS Wszystkie osoby z kontem w ING dostają automatycznie dożywotniego bana.
PS Czy kogoś z was kiedykolwiek przekonała jakakolwiek reklama do założenia konta w banku? Bo jak sięgam pamięcią to do mnie nigdy nie trafiła żadna.
EFEKT PUBLIKACJI: ING BANK (śląski) wyjaśnia



Czy kogoś z was kiedykolwiek przekonała jakakolwiek reklama do założenia konta w banku? Bo jak sięgam pamięcią to do mnie nigdy nie trafiła żadna.
canta-loop:
Wrr, muszę, ludzie, KONDRAT, tak się ten swy pan nazywa.



ma_lwa99:
Zalozyłam konto w PKO bp bo go mam niemalże pod domem, bo jest mi znany i mam do niego zaufanie.A ze opłaty drogie 6,90 za utrzymanie konta + 2 zł za internetowe usługi?
Viss:
Ktos zadal pytanie, dlaczego kominek na zdjeciach ma zaslonieta gorna czesc glowy?
fangothica:
Mam duży dom, dużą żonę... Ten murzyn z reklamy ING bądź, co bądź jest świetny
Może dlatego, żeby nasza kiełbasa nie przegoniła ich kiełbasy, no;-)
Tak jak mało mnie obchodzi, po co to robią, tak interesuję mnie: dlaczego Piotr Utrata nie napisze tego wprost?

ajkjuponinzejzera:
Zasłaniacie? Zasłaniamy. Zasłaniają! - gdy nagle przypomniała mi sie ich stara reklama.
kominek:
który dziś dałem humorystyczny, aby zatrzeć wrażenie, że nie miałem pomysłu na nic ciekawszego.

ajkjuponinzejzera:
"Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy najlepszym rzecznikiem prasowym zdaniem badanych dziennikarzy okazał się Piotr Utrata z ING Banku Śląskiego"- rok 2006 za bankier.pl.
"Kto został najlepszym rzecznikiem prasowym według dziennikarzy? Z naszych informacji wynika, że podobnie jak dwa lata temu, niekwestionowane pierwsze miejsce zajął Piotr Utrata, rzecznik ING BSK"- rok 2008 za bankier.pl
która zapewne była zgodna z ich systemem komunikacji wewnętrznej i w moim odczuciu była nie tyle wyczerpująca, lub próbująca zrobić z Ciebie idiotę co po prostu dyplomatyczna, ale jak widzę, zabolał Cię bardziej fakt, że odpowiedź ta niejako ukróca Twoją chęć szukania jakiego spisku w tym zasłanianiu nazwy.
W naszej komunikacji nazwa rejestrowa, nazwa handlowa oraz logo stosowane są wymienie (np. szyldy nad oddziałami - ING Bank, a tablice informujące na drzwiach - ING Bank Śląski). W przytaczanej reklamie na tablicy kończącej występuje zarówno nazwa ING Bank Śląski, logo ING (z lwem) oraz nr. telefonu.
.
Przemądrzali PiaRowcy i jeszcze bardziej przemądrzali pseudopiarowcy nie rozumieją, że tak jak na co dzień swoje wypowiedzi muszą dostosowywać do profilu redakcji - inaczej rozmawia się z tabloidem, inaczej z "Polityką" - tak powinni jak najszybciej pojąć łatwą, wbrew pozorom, sztukę rozmawiania z przedstawicielami nowych mediów.
ghaelis:
Po drugie, nie oceniaj, by nie być ocenianym
ghaelis:
Ale jest to chyba dyskusja pod tytułem: moja prawda, albo (pardon my french) gówno prawda.
Cześć.
kominek:
No dobrze, skasuję konto, choć miałem nadzieję, że zrobi tu taką karierę jak bohaterowie tekstu na sąsiednim blogu :)
kominek:
Ktoś mi może wytłumaczyć, dlaczego ona jest uważana za damę?
kominek:
Ktoś mi może wytłumaczyć, dlaczego ona jest uważana za damę?
PS Czy kogoś z was kiedykolwiek przekonała jakakolwiek reklama do założenia konta w banku? Bo jak sięgam pamięcią to do mnie nigdy nie trafiła żadna.
kominek:
Starzeję się, mięknę.
mietek-k1:
Co oni sobie myślą jak to tworzą, że jak mi zaśpiewają o gównie to ja to kupie?
mareksy:
tania sensacja, to żadna sensacja.
barbarzynska:
dobra notka Kominku, może w końcu na kursach PR zaczną uczyć o komunikacji z użytkownikami social media :)
kominek:
Starzeję się, mięknę.
Potrzeba mi tu więcej Iwonek.
jessind:
Nie wiem może się czepiam i szukam dziury w całym, ale ta wzmianka o szczepionkach na grypę w kominotce ..
kominek:
Nie kumam. Twierdzisz, że szczepionka na grupę jest niepotrzebna?
jessind:
W kwestii Actimela zgadzam się zupełnie z Kominkiem
Wszystkich, którzy gnają do apteki po cudowny zastrzyk, który z pewnością uratuje im życie bo przecież minister zdrowia i weterynarii tak mówi w telewizorze podpinam również pod "piękny umysł" tych od actimella.
modelina:
Moja teściowa szczepiła się co roku, co roku również co najmniej miesiąc spędzała w łóżku z powodu grypy.
modelina:
Hmmmm, Kominek coś podobnego pisał o mamach i Actimelkach? ;)
jessind:
Również mi to przemknęło :)
jessind:
A co tam będziesz teściowej żałować :)
kominek:
Dawać mi tu dowód nieskuteczności szczepionek, a obiecuję, że z samego rana pójdę z tym do ministerstwa zdrowia.
kominek:
Dawać mi tu dowód nieskuteczności szczepionek, a obiecuję, że z samego rana pójdę z tym do ministerstwa zdrowia.
Ta szczepionka jest zdolna do ochrony tylko przed okreslonymi szczepami grypy. Jesli ktos zetknie sie ze szczepem, przed którym nie jest chroniony, i tak zachoruje na grype, co zdarza sie dosc czesto. W roku 2004 Krajowy Osrodek Informacji o Szczepionkach (National Vaccine Information Center) podal, ze aplikowana wówczas szczepionka nie chronila przed szczepem, który byl przyczyna wiekszosci epidemii, jakie wtedy wystapily. Badania, których wyniki opublikowal w sierpniu magazyn Lancet, mówia wyraznie o braku korelacji pomiedzy szczepionkami przeciw gry¬pie a spadkiem zachorowan na zapalenie pluc. Co wiecej, badania przedstawione w Bazie Danych Systematycznych Przegladów organizacji Cochrane, którymi objeto 260000 dzieci w wieku od 23 miesiecy do 6 lat, ujawnily, ze szczepionka przeciw grypie nie jest skuteczniejsza od placebo.
modelina:
Już nie muszę, umarła. Nie na grypę.
jessind:
kurcze, nietakt .. przepraszam ..
Wyniki ostatnich badań naukowych potwierdzają brak dowodów na skuteczność szczepionek przeciw grypie zarówno w przypadku dzieci jak i dorosłych. W przypadku dzieci starszych niż 2 lata, skuteczność przeciwdziałania grypie wynosiła jedynie 33%.
"Szczepienie dorosłych zredukowało ryzyko wystąpienia grypy jedynie o 6% oraz zredukowało liczbę opuszczonych dni pracy o mniej niż jeden dzień (0.16) dnia. Nie zmnieniło liczby ludzi potrzebujących hospitalizacji lub potrzebujących wziąć wolne z pracy - podaje “Vaccines for preventing influenza in healthy adults.” The Cochrane Database of Systematic Reviews"
Skuteczność szczepienia zależy od następujących czynników:
· odporności szczepionej osoby,
· wieku,
· stopnia pokrewieństwa/dopasowania szczepów wirusa grypy, będących składnikami szczepionki do
szczepów krążących w populacji i wywołujących zachorowania w danym sezonie epidemicznym,
· typu/podtypu wirusa grypy,
· okresu czasu, który minął od szczepienia przeciwko grypie do kontaktu szczepionej osoby z
wirusem.

ajkjuponinzejzera:
Jeszcze rok temu byli to mistrzowie w bezprawnym naliczaniu przeróżnych dodatkowych opłat, kar, prowizji, prowizji od kar, kar od odsetek, kar wraz z odsetkami od prowizji wraz z kosztami korespondencji.


kominek:
Na moich blogach coś takiego jak nietakt nie występuje. Wyluzuj.
flu:
Moim zdaniem szczepionka przeciw grypie to najwspanialszy sposób na wyciągnięcie pieniędzy od NFZ oraz z programów zdrowotnych WHO.
Ktoś dziś ogłąda Adamka?
Lubię to oczekiwanie na poranną walkę. Kiedyś to się czekało na Gołotę, żadnej walki nie przegapiłem. Teraz Adamek, na którego czekam jeszcze bardziej niecierpliwie. Już od tygodni odliczam czas do starcia. Zaopatrzony w czteropak red bulli i kurczaka z rożna spokojnie sobie poczekam.
Smutne jest to, że przez ostatnie kilkanaście lat tylko Gołota i Adamek ciągnęli polski boks. Gdyby ich nie było, to czym mielibyśmy się emocjonować? Pewnie takimi galami jak dzisiejsza wieczorem w Polsat Sport. Dobrze, że tego Kosteckiego lubię. Jemu też dobrze życzę.
Jeśli Adamek przegra, zabiję małpkę Agę.
Ale mnie ta gra nudzi. A tak się na nią napalalem. Tyle dziesiątek dostawała, tyle zachwytów. Jedynka nie była zła i choć mógłbym jej zarzucić wiele, to przekonała mnie grywalnością. Przy dwójce się męczę. Nie wiem, może nie mam klimatu do grania, może wkurza mnie konsolowatość przebijająca się w każdym jej elemencie.
Nie wiem, co jest takiego fajnego w schematycznych walkach, wcale nie tak boskiej grafice, irytującej muzyce i banalnym scenariuszu. Dialogi ratują sytuację, ale też lecą sztywniactwem. Brakuje mi tu czegoś stałego, jakiegoś "domu", miejsca ciszy i spokoju, dokąd mógłbym wracać (jak dawniej do Cytadeli).
Celowo piszę tę kominotkę właśnie teraz, bo doleciałem na jakąś Illos czy Illum (tam, gdzie są asari) i zaczyna mi się gra podobać, więc jest szansa, że w końcu coś zacznie się dziać.
A nawet spodobała mi się ta reklama. Trochę mdła na początku, bo nie wiadomo o co chodzi, ale później się rozkręca. Dobre dialogi i w ogóle...
Nadesłał: zestyk
No i po premierze 1 odcinka szóstego sezonu.
Na początek polecam znakomitą piosenkę:
Gdyby ktoś zapytał mnie, o czym jest ten serial, odpowiedziałbym...
O rozbitkach na bezludnej wyspie, która okazuje się nie być bezludna, bo zamieszkaną przez innych. Inni to tacy, którzy kiedyś walczyli z jeszcze innymi. Gdy inni pokonali innych, pojawili się nowi inni. Oni też zostali pokonani. Potem znowu pojawili się inni, ale jeszcze nie zostali pokonani, jednakże prawdopodobnie inni spotkają jeszcze innych, bo "oni nadchodzą"
Na wyspie można umrzeć, ale nigdy całkowicie. Można być duchem. Można nawet chodzić obok swojego martwego ciała. Czas jest pojęciem względnym, bo wyspa przenosi się w czasie. Czasami znika. Albo zostaje zatopiona. Na wyspie była bomba wodorowa, ogromne bukry, łódź podwodna, prąd, gaz i bieżąca woda.
Największą tajemnicą wyspy jest ona sama, bo nikt nie może do niej dotrzeć (oprócz bohaterów, którzy zrobili to dwukrotnie i Innych, którzy robili to wielokrotnie). Można z niej uciec, np. helikopterem.
Ale trzeba wrócić.
Bohaterowie nigdy nie są głodni, choć nie polują i nie jedzą. Nie robią kupy. Żyją w ciągłym stresie, mówią do siebie zagadkami i nawet jeśli coś ich dziwi lub czegoś nie wiedzą, nie czują potrzeby zgłębiania tematu.
Na początku serialu chodziło o to, żeby przeżyć, później, aby poznać wyspę, potem aby poznać Innych, potem aby walczyć z nimi, następnie uciec z wyspy, aby po paru latach na nią wrócić, a w tym sezonie właściwie nie wiadomo o co chodzi, ale z pierwszego odcinka wiemy, że: zmartwychwstanie jest możliwe, życie wieczne też. I są inni. Którzy boją się innych.
Czy tylko ja czuję się dnem intelektualnym, że chce mi się to coś jeszcze oglądać?
Lost to pierwszy serial, który stał się własną parodią.
Od blisko miesiąca z internetem miałem stosunek przerywany, chwilami bardzo przerywany i nie miałem czasu odpowiadać na niektóre maile lub wiadomości. Czasami po prostu je przegapiałem lub ginęły w zalewie spamu.
Jeśli napisałeś/aś mi coś, co wymaga odpowiedzi, a jej nie otrzymałoś, zrób to ponownie. Już na początku tygodnia wracam do wirtualnego życia.
W tygodniu na kominek.tv na pewno coś się pojawi, ale pełną parą i z nowymi pomysłami ruszam za tydzień.
W zeszłym tygodniu na drugim pojawiła się zajawka do programu Rafała Agnieszczaka, w którym to miałem przyjemność gościć. Parę minut z fragmentów, które na dobrą sprawę były do wycięcia, ale daliśmy je, bo Nowy Rok, bo trochę humoru nie zaszkodzi.
I dziś czytam artykuł jakiegoś Jacka Zawadzkiego z biznes.onet.pl w którym on... recenzuje program Rafała na podstawie tych 3 minut, gdzie każda wypowiedź jest wyjęta z kontekstu! W pale mi się to nie mieści. Dwa razy sprawdzałem czy to nie jest jakiś samozwańczy bloger, ale nie.
Gdyby taki materiał napisał dziennikarz choćby do lokalnego tygodnika dla rolników, wyleciałby z roboty z hukiem, bo to tak jakby pisać recenzję filmową na podstawie trailera. Dokładnie to zrobił ten jakiś Zawadzki.
Rynsztokowo o biznesie.
Mam tylko jedną prośbę - nie oceniajcie dziennikarstwa internetowego biorąc go za przykład. W sieci pracuje wielu solidnych pismaków, którzy brzydzą się takimi artykułami.
Po prostu zapamiętajcie stronę, dla której koleś pisze: biznes.onet.pl i ilekroć na nią przypadkiem wejdziecie, będziecie wiedzieli, jaki poziom prezentują ich pracownicy i jak rzetelnie podchodzą do wykonywania swojego zawodu.
Dziewczyny na starym blogu zrobiły plakat:
Faceci niech nie czują się zaproszeni.
wykonała: po.poludnie
Dopiero teraz przeczytałem cały wywiad z Maćkiem Budzichem i... no kurde... ta kobieta (Monika Fiołek) chyba ma pojęcie o blogosferze, bo zadawała nawet ciekawe pytania. Aż się zdziwiłem :-)
W sumie warto przeczytać, bo interesujących wywiadów z blogerami to w sieci za dużo nie ma.
jak_zostaje_sie_wplywowym_blogerem